Słowo na dziś

Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka
Jan. 14:27

Spotkania

- Niedziela, 3 grudnia, godz. 10:30

Społeczność uwielbienia, świadectw, słowa i modlitwy

 

- Wtorek, 5 grudnia, godz. 18:30
Społeczność modlitwy

 

- Niedziela, 10 grudnia, godz. 10:30 

Społeczność uwielbienia, świadectw, słowa i modlitwy

 

- Niedziela, 17 grudnia, godz. 16:30
Wieczór Wigilijny

 

 

 

 

 

 

 

MagdaSkorupinska

Urodziłam się i wychowałam w rodzinie religijnej, ale już od kilkunastu lat, odkąd moja mama doświadczyła nawrócenia, wraz z siostrą chodzę do Kościoła Chrześcijan Baptystów. Przez cały ten czas zawsze wierzyłam w Boga, czasem byłam bliżej Niego, czasem trochę dalej, ale zawsze wiedziałam, że On jest, i że działa. W wielu sytuacjach w życiu codziennym, pokazywał, że ma moc i może zrobić więcej niż ja mogłabym sobie wyobrazić. Doświadczaliśmy (ja i moja rodzina) różnych sytuacji, w których Bóg pokazywał nam swoją moc i bardzo wyraźnie czuwał nad nami. Jednak było to trochę dziwne, bo nie czułam tego wszystkiego tak do końca w sercu. To znaczy widziałam co się dzieje, wiedziałam, że to dzięki Bogu, ale było to tak jakby "obok" mnie. Był Bóg, byłam ja, ale byliśmy obok siebie...
W moim życiu działo się wiele różnych rzeczy, w których nie mogłam odgadnąć jaki jest w tym cel Pana. Nie rozumiałam dlaczego niektóre sytuacje mają miejsce. Jednak z czasem Bóg docierał do mojego serca, pokazując, że we wszystkim ma swój cel.
Tak właśnie było wtedy, gdy doznałam urazu mojej nogi. Wiele czasu przez to spędziłam w łóżku, niewiele mogłam robić, doświadczyłam bólu i sporo czasu namęczyłam się żeby dojść do siebie po tym wypadku. Wszystko po to by rok później przechodzić przez to wszystko od nowa – kiedy miałam operację chorej nogi.
Gdy po operacji zaczęłam z powrotem częściej chodzić do kościoła, usłyszałam od kilku osób, że Bóg na pewno ma w tym jakiś cel, bo nie przeprowadza nas przez ciężkie doświadczenia bez powodu. On ma plan dla mnie, i we wszystkim, nawet w tym trudnym doświadczeniu będzie współdziałał ku dobremu jak mówi Pismo Święte. Ale ja nadal nie wiedziałam jaki to plan. Na jednym z nabożeństw, kiedy chodziłam jeszcze o kulach, zdarzyła się cud - tak dosłownie. Z moją nogą było już lepiej, w domu sobie troszkę "dreptałam", jednak cały czas musiałam chodzić o kulach, bo przeszkodą były schody. Nie mogłam na nie wejść bez pomocy kul, a jak już próbowałam to było to wejście na zasadzie dostawiania tej chorej nogi do zdrowej i odczuwałam przy tym ból. Wrócę do wspomnianego nabożeństwa. Gościliśmy wtedy pewnego Brata Julio i kilka sióstr z innego kościoła, które po nabożeństwie do mnie podeszły. Zapytały co mi się stało w nogę i czy chciałabym, aby pomodliły się o jej uzdrowienie. Zgodziłam się, ale miałam różne dziwne myśli: "ale jak to?", " dlaczego?", "i tak nagle moja noga ma być zdrowa?"...
Dziewczyny położyły ręce na moje kolano i modliły się. Modliły się o to, aby Bóg zabrał ode mnie wszelki ból, by uleczył moje kolano i zdjął cały ten ciężar, uwalniając mnie od wszelkich złych wspomnień, które wiązały się z wypadkiem i trudnymi doświadczeniami.
Po modlitwie spytały się czy coś poczułam, czy czuję jakąś różnicę, ale ja nic specjalnego nie poczułam. Podreptałam więc trochę po kaplicy i chyba nic się nie zmieniło. Jednak wszystko stało się jasne gdy poszłam na schody. Zeszłam po nich bez problemu, ale co więcej! Weszłam po nich normalnie, kładąc cały ciężar także na chorej nodze! Weszłam na górę bez żadnego bólu. To był prawdziwy Boży cud, którego doświadczyłam osobiście!!! Czułam się w tamtej chwili tak dziwnie! Naprawdę wierzyłam, że Bóg jest w stanie czynić cuda, ale nigdy nie sądziłam, że doświadczę tego tak osobiście.
Oczywiście w niektórych sytuacjach czułam, że noga nie jest tak w pełni sprawna tak jak przed wypadkiem, ale cudem było to, że mogłam chodzić po schodach, i ostatecznie pozbyć się kul! Do domu wróciłam już bez nich, już ich nie potrzebowałam. To jest taka sytuacja, której bym w życiu się nie spodziewała, że może mieć miejsce. Owszem, jako rodzina, często doświadczamy cudów Pana, jednak nie są one aż tak zaskakująco widoczne jak to było w tym przypadku. I właśnie wtedy zrozumiałam, że faktycznie Bóg ma cel we wszystkim i we wszystkim współdziała ku dobremu. Myślę, że Jego celem w tym co mnie spotkało, było właśnie to, abym się prawdziwie, całym sercem zbliżyła do Boga i tak też się stało. Gdyby to się nie wydarzyło, to moje życie mogłoby wyglądać teraz zupełnie inaczej.
Obecnie w swoim życiu z Panem najbardziej doceniam niesamowity pokój, który On mi daje każdego dnia. Wcześniej czegoś takiego nie czułam. A teraz jest tak, że jak powierzę Panu jakiś problem, trudność, czy też oddam mu jakąś sprawę, to odczuwam ogromny pokój. Wszystko teraz wydaje się lepsze i jest lepsze, i nawet zwykła codzienność jest lepsza z Bogiem! Idę teraz drogą z Panem i mocno trzymam Go za rękę.

Koinonia - Drugi Zbór Kościoła Chrześcijan Baptystów, ul. Przemysłowa 48a, Poznań  |  e-mail: kontakt@koinonia.pl  |  © 2013